Szwajcaria przemysł spożywczy

Życie z alkoholikiem obok

Temat: TIRY-CIĘŻARÓWKI-Kierowcy mobilkow :)

Xavier napisał:
A wiesz jak często kierowcy "TIR-ów" nie zostawiają miejsca między sobą?
mylisz sie kolego zawsze jest odstep!!!zawsze masz 10-15m i nie cisnij mi lipy!kolega wczesniej napisał jaka jest droga hamowania wiec nikt az tak nie ryzykuje!nastawiasz tempomat i bijesz za kolega!!!

guzik prawda - sam dużo jeżdżę w trasie (Wawa - Kielce) i tam to można pomarzyć o odstępach.
Poza tym sam się zastanów - jak przy prędkości np. 100 wjechać w lukę o długości 10-15 m samochodem o długości ponad 4m?? Jak zrobić to bezpiecznie?
Potrafisz tak żeby ten z tyłu się nie wściekał?


Xavier napisał:
Weź pod uwagę, że publiczne drogi nie są wyłącznie dla kierowców zawodowych.

A gdyby nie kierowcy nie tiry ciekawe gdzie bys kupił ogóreczki Art.spożywcze,czy byłys taki madry gdy bys budował dom i na składzie nie było by materjału albo na stacji brakło by paliwa był bys udupiony i juz wiec przemysl to!!!Bo 60% Twojego zycia jest uzaleznione od transportu!

ciekawy argument - bzdurna demagogia mająca usprawiedliwić kierowców ciężarówek?
A może w tej osobówce jedzie piekarz i jak nie dojedzie do pracy przez ciebie to nie zjesz nic w tej swojej trasie? Pomyśl trochę.
To że jeździsz taką "krową" nie czyni cię w żadnym stopniu lepszym od innych (a widzę że rościsz sobie do tego pretensje).



Xavier napisał:
musiał się odbywać po naszych kiepskich i wąskich drogach dodatkowo je niszcząc - zamiast koleją! W tym kontekście hasło „TIR-y na tory” bardzo mi odpowiada.

Kolego jakos tiry smigaja po całym świecie i nigdzie nie ma kolein tylko u nas napisz do Premiera Tiry na tory buhaaaaa a prosze bardzo zobaczymy jak polska gospodarka powoli upada kolejne głupie hasło w stylu Giertycha

Jechałeś ty kiedy przez Szwajcarię?
Tranzyt za pomocą kolei to nalepszy z możliwych pomysłów.
Przez brak tego rozwiązania gospodarka upada (lub ma się gorzej) bo:
- Niszczycie i tak kiepskie drogi (i cały czas trzeba wykładać kasę na niekończące się remonty
- Przez wypadki z udziałem TIRów jako państwo wydajemy kupę kasy na leczenie ludzi itp. (że nie wspomnę o stratach spowodowanych śmiercią często bardzo wartościowych ludzi w wypadkach)
- PKP nie ma dochodu a stratę i musimy do niego dokładać
itd. itp


Ty sobie smacznie spisz a my charujemy bys miał na rano to co potrzebujesz
nie rośmieszaj mnie - zaraz pewnie powiesz że dzięki tobie mam czym oddychać, co?
Tutaj właśnie pokazujesz jak jesteś zadufany, jak pięknie z tej racji że jeździsz TiRem wywyższasz się nad innych. Cuż za skromność
Ciekawe co byś powiedział gdybym to ja napisał że dzięki mojej harówie masz co do gara włożyć bo pracuję w rafinerii. I jakby nie ja to cały świat by się zawalił a nie tylko Polska gospodarka.

Skromności trochę


W 200% zgadzam się z Xavier'em. A ty Redoo strasznie nerwowy jesteś.
Z jednej strony piszesz jak to ciężarowcy nie jeżdżą super a z drugiej strony podajesz 2 przykłady dotyczące ciebie które mogły spowodować śmierć niewinnych ludzi.

Na zakończenie dodam że - tak jak wszędzie - można spotkać miłych i niemiłych kierowców. Owszem - są uprzejmi którzy np. dadzą znać że droga wolna ale trafiłem też na takiego który robił to w momencie kiedy z przeciwka coś jechało Było mało ciekawie. PSYCHOPATA
Po późniejszym obtrąbieniu przy wyprzedzaniu prawie płakał ze śmiechu w kabinie.
I niestety - nic nie mogłem zrobić.
Źródło: froum.mazdaspeed.pl/forum/viewtopic.php?t=35477



Temat: Mąka orkiszowa 500g, typ 700,
orkisz należy do tej samej rodziny, co zwykła pszenica, ale ma inną strukturę genetyczną i w związku z tym jego ziarno zawiera nieco więcej białek, witamin i składników mineralnych. Mąka z orkiszu nadaje się idealnie do wypieku, a upieczony z niej chleb jest smaczny i nie kruszy się.
Niewiele z nich stało się do tej pory tematem badań naukowych, tylko nieznaczna część potwierdzona została jako prawdziwe, co nie znaczy, że reszta jest tylko legendą. Brak zainteresowania orkiszem spowodowany został m.in. masową produkcją pszenicy, zwłaszcza tej zwyczajnej (t.vulgare) ; doba uprzemysłowienia ma to do siebie, że preferuje masę i nie po raz pierwszy - należy przypuszczać, że i nie ostatni - jakość ustąpiła ilości. Z korzyścią dla orkiszu. Zapomniany oparł się bowiem zabiegom uszlachetniającym agrobiznesu mającym na celu ulepszenie jego zbieralności, przyswajalności nawozów sztucznych, usprawnienia jego maszynowej przerabialności itd., a obecnie odporności na superhebicydy przez zmianę struktury genetycznej.

Orkisz jest jednym z najmniej wymagających zbóż, jest odpornym na warunki pogodowe, stabilnym zbożem, dającym się dobrze uprawiać na ubogich, kamienistych glebach aż do wysokości 1500m n.p.m.. W związku z jego niewielkim zapotrzebowaniem na azot, uprawiany może być bez problemu na terenach ochrony wód.

Orkisz zawiera w swoim składzie 56% skrobi, 11,6% białka, 2,7% tłuszczu i 2% składników mineralnych. Szczególnie ważne obok dużej zawartości białka, w którym - co najmniej w ilościach śladowych -, zawarte są wszystkie istotne dla człowieka aminokwasy i przyjaznych dla serca i układu krążenia nienasycone kwasy tłuszczowe, są składniki mineralne i witaminy. Orkisz zawiera ich więcej niż jakiekolwiek inne pszeniczne ziarno. Dla piekarzy jest orkisz prawdziwym darem w związku z jego wysoką zawartością kleju, dzięki któremu wypiekać można "wyjątkowo dobry chleb o charakterystycznym, orzechowym aromacie" (Koenig).

Dojrzały orkisz zawiera znacznie ilości kwasu krzemowego, który roślina wyciąga z mineralnych gleb. Kwas krzemowy jest ważny dla skóry, włosów i paznokci i rozjaśnia umysł wzmacniając aktywność mózgu i koncentrację. Cynk w orkiszu jest uznanym terapeutykiem wątroby.

Odporność na warunki atmosferyczne, brak wymogów i duże walory odżywcze kwalifikowały orkisz w przeszłości jako zboże terenów górskich. Wypierany przez wysokowydajne przenice przez dziesięciolecia, zachował się on do dnia dzisiejszego w dużej mierze tradycyjnie w niszach alpejskich. Nic dziwnego, że obecne badania i rozwój nowych gatunków biorą swoją genezę w Szwajcarii.

Ekspansja chemii w przemyśle spożywczym dała początek modzie na wyroby piekarskie z orkiszu w końcu lat osiemdziesiątych, rosnący popyt na orkisz pozwolił w początkach lat dziewięćdziesiątych na powstanie placówek badawczych zajmujących się rozwojem gatunków regionalnych. W warunkach biologicznie-organicznego i biologicznie-dynamicznego sposobu uprawy ziemi, które nie rozporządzają możliwościami korekcji upraw za pomocą środków ochrony roślin i nawozów sztucznych, gatunki dopasowane do lokalnych warunków klimatycznych i glebowych są nieodzowne dla odpowiednio wysokich zbiorów, a tym samym konkurencyjności orkiszu na rynku spożywczym. Powstała w 1994r. Getreidezuechtung Peter Kunz zajmuje się rozwojem nowych odmian orkiszu i pszenicy, testami odmian i ich własności piekarniczych w biologicznej uprawie roli, badaniami jakościowymi i rozwojem zbóż na zasadach antropozoficznych i wypracowaniem biologicznie-dynamicznego sposobu rozwoju nowych odmian.

Mimo wielu odmian orkiszu zebranych w pierwszej połowie ubiegłego stulecia i przechowywanych w bankach genetycznych w zastosowaniu znajduje się tylko niewielka ich ilość. Wielkim wyzwaniem dla hodowcy jest wyhodowanie nowych gatunków przy jednoczesnym takim obchodzeniu się z tą, jeszcze przed 20-toma laty przez hodowlę prawie nie zmienioną rośliną, aby zachowała ona swoje charakterystyczne właściwości.

Tak więc orkisz jest poważną alternatywą żywieniową dla wszystkich, którym na sercu leży wspieranie biologicznego rolnictwa.
Źródło: dorum2.pl/forum/viewtopic.php?t=235


Temat: Niemiecki urzędnik ostrzega...
Niemiecki urzędnik ostrzega...


Carl Beddermann został wysłany do Polski jako ekspert UE zajmujący się realizacją tzw. projektów screeningowych. - Moim zadaniem było przygotować Wasz kraj do planowanego przystąpienia do Unii w ramach tzw. projektów screeningowych. Projekty screeningowe są to przygotowania Polski do przystąpienia do Unii, z tym, że UE sama nic przy nich bezpośrednio nie robi. Komisja Europejska wybiera dla tych celów urzędników z administracji Piętnastki, w moim wypadku z Niemiec - mówił Beddermann, który obecnie pracuje w Ministerstwie Ochrony Środowiska w Hanowerze, w Dolnej Saksonii. - Moja działalność dla Unii w Polsce skończyła się nagle w sierpniu 2002 r., kiedy w wywiadzie dla gazety "Super Express" powiedziałem, że pieniądze, które w Polsce zarabiają unijni eksperci, można było lepiej spożytkować, dla korzystnych inwestycji w tym kraju. Unia zareagowała natychmiast. Pan ambasador Dethomas, szef delegacji Komisji Europejskiej w Polsce, sam zdecydował o usunięciu mnie ze stanowiska doradcy - mówił we wstępie gość z Niemiec. - Nie omieszkam w tym miejscu bardzo serdecznie podziękować panu ambasadorowi, wiem teraz, że to była dobra decyzja. Nie muszę więcej symulować, że unijne projekty screeningowe stanowią dla Polski właściwą pomoc, którą nie są, bo mają tylko na celu udawać pomoc i ukryć fakt, że dla właściwego wsparcia brakuje Unii pieniędzy - dodał Beddermann.
Podczas spotkania w Krakowie niemiecki urzędnik przypominał zebranym, że referendum o przystąpieniu do Unii będzie ostatnią okazją dla Polaków, aby się zbuntować i powiedzieć nie. - Zatrzymajcie waszą jałmużnę, wasze przynęty, Polacy poradzą sobie sami! Tak powinna brzmieć odpowiedź Polaków wobec Unii - mówił - W Niemczech w szkole uczymy się, że pierwszy rozbiór Polski był wynalazkiem Polaków, że Wasi magnaci sami zaproponowali to Rosji i Prusom. Dotąd nie chciałem w to wierzyć.
Dzisiaj, widząc, jak Wasza tak zwana elita propaguje przystąpienie do Unii, przekonałem się, że ta historia może być prawdziwa... Kiedy słyszę powtarzane bezustannie przez tak zwaną elitę i przez sterowane przez nią media hasła takie jak: "Dla Unii nie ma alternatywy", "Unia to jedyna cywilizacyjna szansa", "Jak nie Unia, to Białoruś", zastanawiam się, czy ci ludzie są ślepi, łatwowierni czy skorumpowani, a może wszystko razem.

- Do dzisiaj nie znalazłem też odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy nie buntują się przeciw takiej płytkiej propagandzie, jak ta pana Wołoszańskiego. Prawie co wieczór w porze największej oglądalności pojawia się on w telewizji, pokazując filmy o targach warzywnych we Włoszech, o budowaniu dróg w Finlandii, o hodowli owiec w Hiszpanii, mówiąc: to wszystko zasługa Unii - nas to też czeka po przystąpieniu. My na Zachodzie jesteśmy często traktowani przez nasze rządy jak głupcy, ale nie w takim stylu. Gdyby nam trąbiono od rana do wieczora taką prymitywną prounijną propagandę, nasz rząd musiałby się obawiać, że chociażby z tego powodu większość zagłosowałaby NIE - twierdzi Carl Bedderman

- Wy, Polacy robiliście dokładnie to, czego my, Niemcy nigdy byśmy nie zrobili. Prawie 90 proc. Waszych banków jest już w rękach obcokrajowców. Tak samo kluczowe pozycje w handlu i przemyśle. Polski przemysł spożywczy jest prawie całkowicie wyprzedany. To samo czeka wkrótce całą gospodarkę energetyczną, telekomunikację. Prasa regionalna na obszarach ziem odzyskanych pozostaje prawie bez wyjątku w rękach akurat Niemców. Wiele tysięcy hektarów Waszej ziemi jest w rękach Holendrów, Niemców, Duńczyków, Anglików, Belgów(...) Tym razem nie chodzi tu o dawnego, znanego wroga z szablami i armatami. Nowy przeciwnik uśmiecha się przyjacielsko, poklepuje jowialnie po ramieniu, wymachuje książeczką czekową i wysyła na pierwszą linię frontu najpierw polskiego sojusznika. Zawsze według starej zasady, że aby wyzysk odnosił najlepsze skutki, należy mu dać wrażenie dobrowolności i najpierw wyszukać sojuszników spośród samych wyzyskiwanych. Tego nowego wroga nie można zwalczać szablą i karabinem, jak to robili wasi przodkowie - przekonywał w Krakowie Beddermann.

Jego zdaniem najtrudniejszym i najważniejszym zadaniem jest obecnie przejrzeć intrygi nieprzyjaciela. Szczególnie uwidaczniają się one w gorliwej kampanii propagandowej. - Ten nieprzyjaciel wie, że w każdym zachodnioeuropejskim kraju członkowskim, w którym w przeszłości odbyło się referendum na temat przystąpienia do Unii, osiągnięto niewiele ponad 50 proc. głosów ZA. Wie, że Szwajcarzy i Norwegowie odmówili przyłączenia do Unii, ci ostatni nawet kilkakrotnie. Przy tym w żadnym z tych krajów szkody z przystąpienia do Unii nie były tak oczywiste, a korzyści tak wątpliwe, jak w przypadku Polski - mówi były unijny ekspert. - I dlatego rzeczowa dyskusja stanowi w tej chwili tak duże zagrożenie, że jest wręcz zwalczana. Temu służą przede wszystkim wściekłe ataki na Radio Maryja.
Kontrargumentów nie ma, więc musi źródło tych informacji obrzucić oszczerstwami. Temu celowi służy kampania zniesławiająca Radio Maryja i "Nasz Dziennik" - podkreśla Beddermann. - Nie ufajcie przede wszystkim zaciekłej propagandzie waszego postkomunistycznego rządu. Ostatecznie to komuniści zrujnowali ten kraj przez prawie 50 lat swoich rządów. Musicie polegać tylko na sobie. Jesteście dużym krajem z potencjałem ludzkim, macie wystarczająco dużo surowców i rolnictwo, które z łatwością może wszystkich wyżywić. I wiem jedno: Polska nie zajmie miejsca wśród krajów Piętnastki jako drugoklasowy i gospodarczo wyzyskiwany kraj. Temu posłuży powiedzenie NIE unijnemu szwindlowi w nadchodzącym referendum - zakończył swoje wystąpienie gość z Niemiec, po czym nastąpiły gromkie brawa zgromadzonych na sali i przed nią osób.

Źródło: mp.nethit.pl/viewtopic.php?t=207


Temat: GMO (czyli supertrawa:P)
" />Parę fragmentów tego artykułu:

W 2004 r. udoskonalonymi roślinami obsiano na świecie łącznie 81 milionów hektarów ziemi. Ponad połowa z tego (47,6 mln ha) przypadła na USA. W gronie krajów, które zdecydowały się na uprawę na większą skalę transgenicznych odmian, znalazły się m.in. Argentyna (16,2 mln ha), Kanada (5,4 mln ha), Brazylia (5 mln ha), Chiny (3,7 mln ha), Paragwaj (1,2 mln ha), Indie (0,5 mln ha), RPA (0,5 mln ha) i Urugwaj (0,3 mln ha).

udoskonalaniem roślin hodowcy zajmują się od tysięcy lat. Tyle że nowoczesne techniki pozwalają to czynić sto razy szybciej i precyzyjniej.

Innym ulubionym argumentem zielonych przeciw GMO jest obawa przed wyhodowaniem tzw. superchwastów. (...) Rozumowanie pozornie trzyma się kupy, tyle że nikt nie dodaje, iż zanim wprowadzono na rynek pierwszą zmienioną genetycznie roślinę, na świecie istniało już 188 odmian chwastów, które same nabrały odporności na środki chwastobójcze.

Po 10 latach od wprowadzenia na rynek roślin o zmienionych genach jedno jest pewne - nie zaobserwowano do tej pory żadnego ich negatywnego wpływu na zdrowie człowieka.

Amerykanie w kwestii biotechnologii bynajmniej nie działają pospiesznie. Zanim na rynku w USA pojawi się jakakolwiek odmiana zmodyfikowanych genetycznie roślin, muszą się na jej temat wypowiedzieć aż trzy federalne agencje: Departament Rolnictwa, Agencja Ochrony ¦rodowiska oraz Urząd ds. Żywności i Leków.

Europejczycy wprowadzili najbardziej restrykcyjne prawo pod słońcem, które zakłada, że jeśli z powodu GMO miałby ucierpieć choć jeden robak, to należy całą tę technologię wyrzucić do kosza

jedną z największych zalet zielonej biotechnologii jest zmniejszenie użycia trujących środowisko środków ochrony roślin. Eksperci oceniają, że dzięki uodpornieniu na choroby i szkodniki transgenicznych roślin udało się w USA w latach 1996-2002 zmniejszyć zużycie pestycydów o 65 tys. ton.

Jeśli jednak porównamy zużycie chemikaliów, okazuje się, że ci amerykańscy rolnicy, którzy uprawiają GMO, używają ich znacznie mniej niż europejscy - mówił Szwajcar.

Rośliny z dodatkowymi genami to nie tylko mniej chemii na polach, ale także oszczędność czasu przeznaczonego na opryskiwanie oraz paliwa - na rozwożenie chemikaliów. To również mniejsza erozja gleb, mniejsze ilości uwalnianego do atmosfery dwutlenku węgla (jednego z gazów przyczyniających się do globalnego ocieplenia) oraz pewność, że nie zatrujemy się toksynami produkowanymi przez grzyby atakujące zwykłe odmiany roślin (np. rakotwórczą alfatoksyną z orzeszków arachidowych).

To jeszcze nie koniec historii. Nabywana za oceanem zmodyfikowana soja jest powszechnie dodawana do europejskich produktów żywnościowych. O ile dodatek ten nie przekracza 0,9 proc. transgenicznego białka lub DNA, producenci nie mają obowiązku zaznaczać na opakowaniu, iż jest to wyrób GMO. Prof. Tomasz Twardowski z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu ocenia, że blisko 70 proc. produktów żywnościowych w Europie ma jakąś, choćby minimalną, domieszkę produktów pochodzących z GMO.

Europejczycy stali się na własne życzenie konsumentami, a nie producentami zmodyfikowanych roślin i tym samym nie uczestniczą w zyskach - podkreśla Twardowski. Europa, w tym także Polska, kształci wielu biotechnologów. Niestety, większość z nich opuszcza Stary Kontynent i podejmuje pracę w Stanach. Efekt? 80 proc. patentów w tej dziedzinie mają za oceanem.

Na ironię zakrawa też to, że wiele produktów spożywczych, z których Europa jest dumna, powstało w sposób, który byłby zapewne trudny do zaakceptowania dla zielonych. Byłby, o ile chcieliby o tym mówić. Np. o tym, że słynne włoskie makarony pochodzą z ziaren pszenicy, które wyselekcjonowano dzięki naświetlaniu tej rośliny promieniami gamma. - Dlaczego zieloni uparli się, że akurat dodanie obcego genu ma skutkować wytworzeniem żywności Frankensteina, zaś zmienianie genów za pomocą promieni gamma jest w porządku, nie wiadomo - komentuje prof. Klaus Ammann, szef ogrodu botanicznego w Bernie w Szwajcarii. W rzeczywistości naświetlanie roślin nie ma, podobnie jak GMO, żadnych negatywnych skutków dla zdrowia.

Na naszym kontynencie produkuje się więcej żywności, niż jesteśmy w stanie przejeść. Co więcej, jeśli chcemy produkować drożej - stać nas na to. Inaczej jednak wygląda sprawa np. w Afryce, gdzie kwestia wyższych plonów ma kluczowe znaczenie. W Afryce z rolnictwa żyje blisko 70 proc. mieszkańców, a wydajność z hektara jest ponaddwukrotnie niższa niż średnia światowa

Amerykanie sprzedający ulepszone ziarna w RPA żyją jednak w strachu, że europejscy zieloni zniechęcą Afrykanów do tej technologii.(...) Patrzymy ze zgrozą na to, jak zachowują się w Afryce przedstawiciele takich organizacji jak Greenpeace czy Biosafe. Najpierw tłumaczą, że zmodyfikowane rośliny są niezdrowe, potem, że szkodzą środowisku, a w końcu, że bogaci Amerykanie robią kokosowy interes na biednych Afrykanach, wciskając im niepotrzebne technologie i tym samym uzależniając ich od siebie.

Kanadyjczyk Patrick Moore zna metody działań Greenpeace od podszewki, gdyż w 1971 r. był jednym z założycieli tej organizacji. - Z początku wydawało mi się, że Greenpeace walczy o czystą wodę, ląd i powietrze oraz o zdrowie mieszkańców Ziemi - opowiada Moore. - Dość szybko doszedłem jednak do wniosku, że ci ludzie nie mają żadnych konstruktywnych celów, że chodzi im wyłącznie o protestowanie. To, co głosi Greenpeace, nie ma oparcia w naukowych faktach, a odwołuje się jedynie do strachu odbiorców - dodaje.

Niemcy, a także Czesi, zaczynają powoli uprawiać GMO. Rumunia i Hiszpania postępują tak już od kilku lat. Polska na razie stoi z boku

Brałem udział w sejmiku wielkopolskim - opowiada prof. Twardowski. - Przyszło kilku naukowców, których nikt specjalnie nie słuchał, przedstawiciele przemysłu, którzy zgodnie nabrali wody w usta, i w rezultacie prym wiedli zieloni z Anglikiem sir Julianem Rose'em z Międzynarodowej Koalicji do Ochrony Polskiej Wsi. W efekcie uchwała zapadła, choć nie ma ona żadnego znaczenia prawnego

Podczas gdy Europa powoli i opornie nawraca się na GMO, świat nie stoi w miejscu. Hitem dzisiejszej zielonej biotechnologii jest już bowiem nie ochrona kukurydzy przed jednym szkodnikiem czy próby wyhodowania odmian niewrażliwych na suszę, ale produkcja w roślinach leków, szczepionek czy przeciwciał, a także próby uczynienia niektórych roślin znacznie zdrowszymi, niż są one w naturze. Próbuje się dziś np. wyhodować organizmy, które będą zawierały znacznie więcej zdrowych kwasów tłuszczowych omega-3. Jeśli Europie zależy na zdrowiu obywateli, nie powinna się od tych technologii odwracać.
Źródło: akson.sgh.waw.pl/samorzad/forum/viewtopic.php?t=3794